Konflikt z rodziną Dodano: 2008-05-06 09:07
Postanowiliśmy się pobrać z moją Ukochaną. Uważam ją za naprawdę cudowną kobietę i jesteśmy razem szczęśliwi. Niestety rodzina nie akceptuje mojego wyboru. Już zapowiedzieli, że nie będą na naszym ślubie. Bardzo mi przykro z tego powodu. Czy ktoś z Was miał podobny problem? Jak sobie poradziliście?
Suffer the pain of discipline or suffer the pain of regret!
Dodano: 2008-05-06 09:12
To nie 'My' sobie mamy poradzić, a 'Oni'
postaw sprawę krótko, albo zaakceptują, albo nie zobaczą już ani syna ani wnuków
Będzie dymu, ale w końcu przejrzą na oczy
Wierz mi I z Serca GRATULUJĘ :!: :D
Dodano: 2008-05-06 09:29
Cromm :arrow: Na początku gratuluję decyzji :D I życzę wszystkiego dobrego Twojej Ukochanej jak i Tobie :D
Taaak. Akceptacja - skąd ja to znam. Z akceptacją spotykamy się niemal codziennie. Czasami jest negatywna, czasami pozytywna. Negatywna - częściej z powodu strachu o kogoś, albo o coś.
Ale zapytam się Ciebie - z kim się pobierasz z głębokiego uczucia? Ze swoją Ukochaną, czy z jej/Twoimi rodzicami? Twój wybór, Twoje życie...
Czasami spokojnie rozmowy nie wystarcza - bo potrzeba czasu(nie wiem, jak długo jesteście partnerami). A kłócić się nie warto, bo tworzy to wojnę, agresję, a tak można wiele naprawdę stracić.
Ja uważam(mówiąc o sobie), że jak się kocha, to nie patrzy się na wszystkich co powiedzą. Liczy się - z jakiego powodu się pobiera, czy z miłości, czy z przyzwyczajenia, czy z przymusu. Bo jak z miłości - to nie ma co tutaj długo myśleć. Jeżeli z przyzwyczajenia, czy z przymusu(i tu brak uczucia) - to myślenia tu dużo.
A akceptacja rodziny...
jak wspomniałem, na to trzeba czasu. Zapewne się boją o Twoją przyszłość - wiadomo rodzice. I myślę, że z czasem się przyzwyczają, pogodzą z Twoją decyzją, ale przy tym będą Cię wspierać. Wybiera się tak, aby żyło się dobrze i szczęśliwie. Podejmuje się decyzje nie po to aby je podjąć - ale aby być człowiekiem spełnionym. Zgaduję(nie oglądałem Twojego profilu dawno), że jesteś człowiekiem dorosłym - a to się tyczy swoich decyzji i swych konsekwencji. Nie chce aby ten post był w jakimś sensie radą doktora X. Ale chce Ci pokazać obraz - że choć rodzina nie akceptuje, czas leczy rany później.
Pozdrawiam serdecznie i życzę Wam dużo szczęścia :)
All.
Dodano: 2008-05-06 09:42
| nimdraug napisał(a): |
| To nie 'My' sobie mamy poradzić, a 'Oni'
postaw sprawę krótko, albo zaakceptują, albo nie zobaczą już ani syna ani wnuków |
I święte słowa!! Baba z wozu koniom lżej. To ty się żenisz, więc ty wybierasz a nie rodzina pokaże jaka jej się podoba. Jeśli nie akceptują twego wyboru to to nie jest rodzina. Wiem że Cię dołuje ale piszę co myślę. Ale zobaczysz będzie dobrze. W końcu zmięknie im rura i sami przyjdą. Wiem jak miałam ze swoją. Jak każdy mój były okazywał sie porażką to moja matka wrzeszczała, że to moja wina jest. Czujecie? Moja wina że trafiałam na takich padalców. Ale wracając do tematu: uszy do góry i ciesz się, bo rodzinka Ci się powiększy:))
"I'm not crazy. My reality is just different than yours" Alice in Wonderland "Amor ex oculis oriens in pectus cadit" Szkarłatny Kwiat
Dodano: 2008-05-06 09:59
| NightAngel napisał(a): |
| Jak każdy mój były okazywał sie porażką to moja matka wrzeszczała, że to moja wina jest. Czujecie? Moja wina że trafiałam na takich padalców. Ale wracając do tematu: uszy do góry i ciesz się, bo rodzinka Ci się powiększy:)) |
Nie chce oceniać Twej osoby.
Ale powiem to ogólnie. Czasami człowiek ma klapki na oczach. Takie gadanie typu - on/ona jest taki/taka - aby pokazać najgorszą stronę osobowości partnera, aby przejrzał na oczy - może nie być dobrym wynikiem. Bo jak się uprze - ślub weżnie, a potem i rozwód - bo się okazało, że rzeczywiście to co gadali było prawdą. Ale czy to jego/jej wina? Możliwe, a może nie. Bo temat w tym względzie jest szeroki. Ale jeżeli trwa 7 lat związku - i najbliżsi, tzn rodzina, przestrzega, że życie z tym/tą partnerem/partnerką będzie ciężkie, a wobec tego i tak się związują związkiem małżeńskim - to czyja to ma być wina jak nie partnerów? W życiu jeżeli jesteśmy ślepi to trza słuchać, jeżeli głusi - to trza patrzeć. A czasami nic nie komentować i decydować samemu.
Co do tego zdania - z którym bardzo często się spotykam.
| Cytat: |
| Czujecie? Moja wina że trafiałam na takich padalców. |
Otóż, bardzo trudno człowiekowi przyznać się do winy. Szczególnie w związku. Związek się rozpadł - to jego wina, nie to jej wina. I wojna trwa.
A wystarczyło by obserwować, i z tego powodu wybierać dokładnych partnerów(choć nigdy nie ma się 100% pewności). Na przykładzie - kręcą mnie blondyny z cyckami, jakby te cycki 100 słoni rozciągnęło. Co z tego, że będę miał przyjemność w seksie, jak wolę także porozmawiać, a jej IQ/bądź wiedza jest mniejsza od tych "piękności". Zrywam z tą kobitą. Ale dalej kuszą mnie te "słoniowe wdzięki". I znów podobną partnerkę znajduję - nie patrząc, że znów ma IQ mniejsze od... wiadomo. Takowy dzień świstaka. Skoncentrowany na czymś, ucieka mi coś, którego poszukuje, ale nie mogę zdobyć - z powodu złych swoich wyborów.
Znam osoby, które tak działają. Związki im się nie układają, płaczą, bo partner/partnerka dają im w kość, bo są nie szczęśliwi - a mówią "bo ja/ją go kocham". A potem się dziwią, że słyszą - to twoja wina. Bo to kwestia wyboru i przyzwyczajeń.
Czasami trzeba umieć zmienić przyzwyczajenia w doborze partnerów. Z harleyowca/czy ostrej sadomasochistki zmienić na księgowego albo matematyczkę. A uwierzcie - takie osoby z pozoru niby niewinne, z rumieńcami na twarzach, nie pozorne, będą brzegi rwać :D
Pozdrawiam,
Allanon
Dodano: 2008-05-06 10:00
Dziękuję Wam bardzo za wsparcie. Naprawdę jest to teraz dla mnie trudny okres, zwłaszcza że bardzo kocham moich rodziców i chciałbym, żeby razem ze mną cieszyli się z tego, że znalazłem swoje szczęście. Ale cóż...
Suffer the pain of discipline or suffer the pain of regret!
Dodano: 2008-05-06 10:04
Doskonale rozumiem, ale pamietaj, że na nich świat sie nie zamyka.
Znalazłeś swe szczęście-pielęgnuj je 8)
Dodano: 2008-05-06 10:10
| nimdraug napisał(a): |
| Doskonale rozumiem, ale pamietaj, że na nich świat sie nie zamyka.
Znalazłeś swe szczęście-pielęgnuj je 8) |
O właśnie:)
Może być tak, że to może być trudne, w szczególności, jeżeli tą wieź rodzinną ma się silną.
.. Dodano: 2008-05-06 12:01
Trzeba równiez brać pod uwagę to,że rodzice nie zawsze mają rację.Oni myslą bardzo logicznie nie zwracają czesto uwagi na uczucie swoich dzieci,często nawet nie chcą rozmawiac na ten temat..biorąc pod uwage to,ze to chwilowy wybryk albo burza hormonów..klapki na oczach:)mam nadzieję że u was jest inaczej i bedziecie razem forever:)
Dodano: 2008-05-06 17:35
Myślę, że kiedyś i tak "wyfrunąłbyś" z gniazda, z czym rodzicom może ciężko się pogodzić, ale taka prawda, że musisz patrzeć w przyszłość, SWOJĄ przyszłość i wspólne szczęście. To boleśnie prawdziwe, ale Twoi rodzice mają swoje lata i kiedyś ich zabraknie, a Ty jesteś młody i czeka Cię jeszcze długie życie... walcz, by nie były to lata w samotności, skoro pragniesz, zamiast tego, spędzić je z Twoją ukochaną.
Poza tym, nie wydaje mi się, byś był smarkaczem z liceum, któremu nagle uwidziało się coś, ale facetem lat 25, który ma prawo do tego, by założyć własną rodzinę i brać odpowiedzialność za swoje życie i decyzje.
Rodzice chyba będą musieli się z tym pogodzić...
Oczywiście, nie jestem w stanie oceniać sytuacji i ludzi, o których nie mam pojęcia. Przedstawiam to tylko tak, jak ja to odczuwam. Może będzie potrzeba im czasu, ale myślę, że ułoży się im i Wam. :)
Dodano: 2008-05-06 20:34
Temat przenosze do działu Fusy&Niusy
Pozdrawiam ;
Użytkowniku! Nie bój się używać linku "Zgłoś moderatorowi"! :D
Dodano: 2008-05-07 15:16
Nie wszyscy rodzice sa wyrozumiali.
Czasami warto uciec od zycia...
Dodano: 2008-05-08 18:37
Olej rodzine, Ty się żenisz, nie oni. Ja tak będe robić jeśli mojej "matce" się nie spodoba. Z resztą, ja matki nie mam, zapomniałam :lol:
Dodano: 2008-05-27 18:17
Mnie i tak w przyszlosci bedzie czekalo to samo co Ciebie
wiec psychicznie sie przygotowuje hehe
Gratuluje decyzji 
Schuld und Sühne
Dodano: 2008-05-28 19:21
ja również gratuluje. bądźcie dzielni.
ja jako takich konfliktów nie mam. ale khurna mam juz 23 lata i ciągle słyszę: wyjmij kolczyk, oszpecasz się ble, ble... zero tolerancji u najbliższych. no cóż...
(...)Obwiązałem się drutem, zjadłem jabłko zatrute. Ręce sobie pociąłem w trzy pizdy. Ułożyłem się grzecznie i czekałem, aż wreszcie przyjdzie zdechnąć ku chwale ojczyzny(...)
Dodano: 2008-05-30 21:13
Hmmm, a czy rodzina argumentuje jakoś swoją decyzję?
"I lived the life of a drifter waiting for the day/ When I'd take your hand and sing you songs/ And may be you would say/ Come lay with me and love me/ And I would surely stay." "A ty z tej próżni czemu drwisz, kiedy ta próżnia nie drwi z ciebi
Dodano: 2008-07-01 00:34
Pewnie argumenty takie jak zawsze " a skąd wiesz że to akurat ta jedyna?? może Ci sie tylko wydaje?? a pewnie zaraz rozwód bedziecie brać!! nie odpowiednio sie zachowuje, ubiera, odzywa bla bla bla a bo ludzie mówią o niej to i to i nie wazne że Ty ją kochasz my wiemy lepiej, znajdź sobie inną, lepszą ple ple ple za naszych czasów pitu pitu" albo argument najlepszy ze wszystkich " nie bo nie ":D Taaak...rodzice są czasami cholernie denerwujący :D I mimo że jest sie pełnoletnim to czasami i tak traktują swoje dzieci doslownie jak dzieci...np. 10-letnie -.-...albo jak jakieś zwierzątko co ma robić wszystko to co oni chcą...dlatego olej najlepiej to co Ci teraz rodzice gadają. Ja np. nie chciałabym nawet moich rodziców na ślubie :) cywilnym oczywiście :D Bo zaraz by jęczeli że dlaczego nie kościelny uaaaaa :) Po co się denerwować:) No chyba że wasz ślub miałby być sponsorowany przez rodziców...to wtedy jest już troszke pod górke...
Dodano: 2008-08-13 18:48
Moje konflikty z rodzicami narastają od dzieciństwa. Zawsze gdy próbowałem się na nich otworzyć bagatelizowali moje problemy a nawet wyśmiewiali i wyzywali mnie. A najbardziej nie znoszę jak mój ojciec który w zasadzie przez całe życie niczego praktycznego mnie nie nauczył mówi , że czegos nie umiem. Dziw aż że tak spokojnie zaakceptowali to , że niedługo planuje się od nich wyprowadzić. Choć bez mniejszych niesnasek i tak się nie obyło. A co do moich wybranek... hmm... ma dopiero 20 lat i tak prędko do żeniaczki mi się nie śpieszy ale już wiem , że będą małe problemy. Nie mówiąc o tym co mi robią od kiedy dowiedzieli się że jestem ateistą.
Oni nie znosili ani jednej mojej dziewczyny choć w zasadzie z żadną nie porozmawiali. Kiedyś moja mama obiecała mi , że porozmawia z aktualnie teraz moją byłą gdy będe z nią rok.. no i minął i jeszcze sporo potem. Zawsze udawała że jej nie widzi. No najbardziej oczywiście chodzi im o wygląd. Bo ta się ubierała na czarno to satanistka, bo druga była punkówą to ćpunka i alkoholiczka, inna znowu miała dready to pewnie się nie myła... :/
Na przykładzie moich rodziców mogę pokazać jakie zamknięte i stereotypowe jest nasze społeczentwo. Zresztą na przykładzie większości mojego zacnego rodu
A Crommowi i wybrance szczęścia życzę 
"W samym akcie oddania się złu nie ma jeszcze wykluczenia możliwości kochania" Anne Rice "Wampir Lestat"
Dodano: 2008-08-17 10:39
Czasem wydaje mi się, że nasi rodzice zapomnieli jak to było, kiedy oni sami byli w naszym wieku. Wszystko bowiem wygląda prosto, bez emocji, z klarownym rozwiązaniem jeśli patrzy się na to z perspektywy czasu i doświadczenia - zwłaszcza, że kwestie te nie dotyczą ich bezpośrednio, tylko ich dzieci.
"I lived the life of a drifter waiting for the day/ When I'd take your hand and sing you songs/ And may be you would say/ Come lay with me and love me/ And I would surely stay." "A ty z tej próżni czemu drwisz, kiedy ta próżnia nie drwi z ciebi
Dodano: 2008-09-09 14:14
Hehehe... rodzice są dziwni... moi modlą się o to, żebyśmy z moją lepszą połówką wzięli ślub... tylko my jeszcze nie chcemy, choć już 4 rok na leci... I powiem wam, że różnie to bywało... czasem awantury za to, że u mnie spał niemalże cały czas, a czasem cisza totalna... I powiem jedno... Wyprowadziliśmy się na swoje i sytuacja się zmieniła o 180 stopni!!! Moi rodzice zapraszają nas na obiadki, dzwonią i zachowują się jakby za nami tęsknili, gheheh...
Rozumiem co czuje Twoja dziewczyna, ponieważ mój teść także mnie nie cierpi- nieco pokrzyżowałam mu plany swoim pojawieniem się...ale to dłuższa historia... wspieraj ją więc... bo mi było troszku ciężko w takiej sytuacji...
Ale tak poważnie, to najważniejsze, żebyście byli w 100% zdecydowani i zdeterminowani... a z rodzicami tak już jest, że nie można się z nimi dogadać:/...
Życzę wam szczęścia i długiej drogi życiowej:)
Ps.A wiesz o co chodzi twoim rodzicom w ogóle???
Dodano: 2008-09-24 14:57
A moi ciagle narzekaja, pytaja sie co ze mna bedzie jak sie ozenie, czy wogole sie ozemie,a mnie sie przecierz nie spieszy.
Czasami warto uciec od zycia...